Sztuczna inteligencja a złoto. Gdzie jest realny związek, a gdzie tylko narracja
Firmy budujące infrastrukturę pod sztuczną inteligencję pożyczają w tym roku na rynku około 800 miliardów dolarów, wobec mniej więcej 200 miliardów rok wcześniej. W rozmowach o cenie złota ta liczba nie pada prawie nigdy, a ma z nią więcej wspólnego niż połowa rzeczy, które się w tych rozmowach powtarza. Pieniądze na serwerownie pochodzą z tej samej puli, z której pożyczają rządy i z której finansuje się kredyty hipoteczne.
Trzy różne wyścigi, które wrzucamy do jednego worka
Wracam jeszcze raz do rozmowy z Mohamedem El-Erianem, o której pisałem przy okazji rynku obligacji, bo wątek sztucznej inteligencji zasługuje na osobny tekst. Robi w nim porządek, którego w takich dyskusjach zwykle brakuje. Jego zdaniem toczą się równolegle trzy zupełnie różne wyścigi, a my mieszamy je w jedną rozmowę i przez to nie umiemy się dogadać. Pierwszy dotyczy samej technologii: modeli, badań, tego, co dzieje się na granicy możliwości. Tu, jak mówi, nie ma problemu i postęp jest szybszy, niż ktokolwiek zakładał. Drugi dotyczy kosztu tego postępu, czyli tego, kto ma zapłacić za serwerownie, prąd i sprzęt. Trzeci to wszystkie skutki uboczne, o których myśli się najmniej, a które są najtrudniejsze do opanowania. Jego wniosek jest taki, że o pierwszy nie musimy się martwić, drugi jesteśmy w stanie udźwignąć, a trzeciemu nie poświęcamy nawet ułamka uwagi, na jaką zasługuje. Mnie interesują drugi i trzeci, bo tylko one mają coś wspólnego z pieniądzem i z metalem.
Pierwsza faza każdej rewolucji jest przesadzona

Przy każdej dużej innowacji pierwszy etap wychodzi nam źle i El-Erian mówi o tym bez emocji, jak o czymś, co po prostu wiadomo. Mechanizm jest za każdym razem ten sam. W momencie, w którym próg wejścia do jakiejś nowej działalności spada, wchodzą do niej wszyscy naraz. Tak było z kolejami żelaznymi w dziewiętnastym wieku, tak było z robotyką, tak było z sekurytyzacją w finansach, czyli pakowaniem kredytów w papiery wartościowe, na czym w 2008 roku wyłożył się cały system bankowy. Najpierw powstaje o wiele więcej mocy, niż da się sensownie wykorzystać, a jednocześnie o wiele więcej entuzjazmu, niż wynika z faktów. Potem przychodzi otrzeźwienie. Dopiero po nim zaczyna się etap, w którym technologia rzeczywiście robi to, co miała robić, tylko bez orkiestry. W naszej branży ten sam schemat opisuje gorączka złota. Nad Klondike wyruszyło około stu tysięcy ludzi. Do celu dotarła mniej więcej jedna trzecia. Złoto rzeczywiście tam było, więc opowieść nie była kłamstwem. Tyle że nie każdy, kto uwierzył w prawdziwą opowieść, na niej wyszedł. El-Erian nie mówi, że tak samo będzie tym razem. Mówi coś ostrożniejszego: że ma nadzieję, iż zdążymy przejść ten cykl, zanim naprawdę coś zepsujemy.
Kto płaci za tę budowę i dlaczego widać to w oprocentowaniu
Jedyny związek między sztuczną inteligencją a kruszcem, który da się opisać bez zgadywania, jest finansowy. Serwerownie, sprzęt i energia kosztują tak dużo, że firmy budujące tę infrastrukturę nie są w stanie sfinansować jej z własnych zysków. Idą więc po pieniądze na rynek. Stąd te 800 miliardów dolarów w skali roku wobec około 200 miliardów rok wcześniej. Problem polega na tym, że nie ma osobnej puli pieniędzy na sztuczną inteligencję. Jest jedna wspólna pula oszczędności świata, o którą w tej samej kolejce stoją: rządy z rosnącymi deficytami, ludzie biorący kredyty na mieszkania, zwykłe firmy i teraz jeszcze centra danych. Kiedy do kolejki dochodzi ktoś, kto chce cztery razy więcej niż rok wcześniej, wszyscy pozostali muszą zapłacić więcej, żeby dostać swoje. Nikt tego nie zaplanował, tak wychodzi z arytmetyki. Wyższy koszt pieniądza dotyka wszystkiego, co się wycenia w przyszłości, więc dotyka i kruszcu. Opisałem tę mechanikę osobno, przy okazji rynku obligacji. Tutaj wystarczy tyle, że na rynek metali działa koszt zbudowania tej infrastruktury, a nie to, co ona potrafi.
Sztuczna inteligencja a złoto: gdzie jest realny związek
Klienci zwykle nie chcą tego słyszeć, bo brzmi mniej efektownie niż to, co przeczytali w internecie. Złoto nie jest metalem, którego sztuczna inteligencja potrzebuje w ilościach mających znaczenie dla rynku. Owszem, złoto trafia do elektroniki, bo świetnie przewodzi prąd i nie utlenia się, więc robi się z niego styki i cienkie połączenia w układach. Ale przemysł elektroniczny odpowiada za niewielką część całego popytu na ten metal. Zdecydowana większość to biżuteria, popyt inwestycyjny i zakupy banków centralnych. Nawet gdyby serwerowni powstało dziesięć razy więcej, nie byłby to czynnik, który przestawia ten rynek. Związek między sztuczną inteligencją a złotem jest więc pośredni i prowadzi przez pieniądz: przez koszt kapitału, o którym pisałem wyżej, przez to, co stanie się z zadłużeniem państw, jeśli obietnica wzrostu gospodarczego się nie spełni, i przez zaufanie do systemu, w którym ten pieniądz krąży. Pada zresztą czasem argument odwrotny: że sztuczna inteligencja rozwiąże problem długu, bo podniesie wydajność gospodarki na tyle, że dług da się z tego wzrostu spłacić. El-Erian, zapytany o to wprost, odpowiada, że bardzo by tego chciał, ale dodaje zdanie, które jest tu najważniejsze: w tym nie ma niczego automatycznego. Narzędzie samo z siebie nie rozwiązuje problemu, który jest polityczny.
Srebro to zupełnie inna historia

Ze srebrem sprawa wygląda inaczej i to jest różnica, którą tłumaczę w oddziale kilka razy w tygodniu. Srebro ma dwie natury naraz. Jest metalem inwestycyjnym, kupowanym w sztabkach i monetach dokładnie z tych samych powodów co złoto. Jest też metalem przemysłowym, i to nie marginalnie. Przewodzi prąd lepiej niż jakikolwiek inny pierwiastek, więc idzie do styków elektrycznych, do elektroniki, do lutów twardych, do fotowoltaiki. Znaczna część tego srebra zużywa się bezpowrotnie: rozprasza się w urządzeniach w ilościach tak małych, że odzysk się nie opłaca. Dlatego srebro reaguje na dwa zestawy bodźców jednocześnie i dlatego bywa gwałtowniejsze od złota. Ta sama informacja gospodarcza potrafi działać na oba metale w przeciwne strony: sygnał o przyspieszeniu przemysłu jest dla srebra popytem, a dla złota bywa argumentem przeciwnym, bo zapowiada wyższe stopy procentowe. Relacja ceny złota do ceny srebra, o której pisaliśmy osobno, jest właśnie zapisem tego napięcia. Co z rozbudowy infrastruktury obliczeniowej wyniknie dla ceny srebra, tego nie wiem. Nie wie tego nikt, kto mówi poważnie, bo w tym samym czasie działają w drugą stronę wydajność produkcji, zamienniki i recykling. Opisuję charakter tego metalu, a nie przewiduję jego notowań.
Rachunek, którego jeszcze nie widać: prąd, ziemia i zgoda sąsiadów
Trzeci z tych wyścigów, ten najbardziej zaniedbany, dotyczy skutków ubocznych, i to on w praktyce zaczyna decydować o tempie całej reszty. Centra danych stają się problemem politycznym w miejscach, w których powstają. Zużywają prąd w skali, która zmienia rachunki lokalnych odbiorców i wymusza rozbudowę sieci przesyłowej, a ta powstaje latami, nie miesiącami. Decyduje o tym planowanie przestrzenne i lokalne samorządy, i to tam ta rewolucja zaczyna zwalniać. El-Erian mówi o tym krótko: obietnica przychodzi razem z zagrożeniem, a my nauczyliśmy się rozmawiać wyłącznie o obietnicy. Sam siebie opisuje jako człowieka, który zwykle widzi pustą część szklanki, i przyznaje, że w tej sprawie jest wyraźnie bardziej podekscytowany niż przestraszony, bo widzi, co ta technologia może zrobić w medycynie i w edukacji. Ale dodaje od razu, że nie wypracowaliśmy jeszcze żadnego sposobu radzenia sobie z drugą stroną tego równania.
Dlaczego akurat twórcy tej technologii boją się najbardziej
Jest w tej rozmowie obserwacja, która nie ma nic wspólnego z metalami, ale nie daje mi spokoju, więc ją tu zostawię. Historycznie z nową technologią było zawsze tak samo: bali się jej ci, którzy jej nie rozumieli, a ludzie siedzący w środku wiedzieli, że panika jest przesadzona. Tak wyglądała choćby afera z pluskwą milenijną na przełomie wieków, gdy opinia publiczna szykowała się na koniec świata, a informatycy wiedzieli, że to problem do odpracowania. Przy sztucznej inteligencji ten układ się odwrócił. Ludzie, którzy jej nie rozumieją, są w większości spokojni. Zaniepokojeni są ci, którzy ją budują. To jest rzecz bez precedensu i sam El-Erian mówi, że rozmawia z ludźmi z branży, którzy jednym tchem są zachwyceni i naprawdę przestraszeni. Jednocześnie widzi dwie rzeczy, które dają nadzieję. Pierwsza: część twórców przestała udawać, że problemu nie ma. Demis Hassabis, założyciel DeepMind, przedstawił konkretną propozycję regulacyjną, zamiast powtarzać, że to nie jego sprawa. Druga: wspomniany wyżej cykl, w którym pierwsza faza jest przesadzona, a otrzeźwienie przychodzi samo. Pytanie brzmi, czy zdążymy z tym otrzeźwieniem. Jest jeszcze trzeci wątek, znacznie mniej pocieszający. Inwestorzy z tej branży mówią wprost, że najbardziej boją się przegranej w wyścigu z państwem autorytarnym. To jest argument uczciwy, ale ma znany skutek uboczny: kiedy zaczynasz się ścigać, przestajesz patrzeć na zabezpieczenia. Przy broni jądrowej skończyło się arsenałami, które wystarczą, żeby zniszczyć planetę.
Co z tego ma człowiek, który kupuje sztabkę

Pytanie, które w tym roku pada w oddziale najczęściej, brzmi mniej więcej tak: czy nie lepiej teraz w technologie zamiast w metal. Odpowiadam za każdym razem tak samo, czyli że tego nie rozstrzygam, bo jestem dealerem kruszców, a nie doradcą inwestycyjnym. Ale zwykle dodaję jedną obserwację, bo ona akurat jest moja i wynika z tego, co widzę zza lady. Technologia weszła do naszej branży od strony, o której się nie mówi, czyli od sprawdzalności towaru. Royal Canadian Mint, czyli kanadyjska mennica państwowa, umieszcza na monetach Liść Klonowy mikroskopijny znacznik, którego nie widać gołym okiem, i weryfikuje go czytnikiem przy skupie. Producenci sztabek numerują je seryjnie i pakują w blistry, których nie da się otworzyć bez śladu. To są rzeczy, które piętnaście lat temu w tej branży nie istniały, a dziś decydują o tym, jak szybko i bezpiecznie odkupimy od kogoś metal. Drugą rzeczą, którą widzę regularnie, jest pomylenie dwóch zupełnie różnych pytań. Pytanie „czy ta technologia zmieni świat” i pytanie „czy zarobię na tym w tym roku” to nie jest to samo pytanie. Kolej żelazna zmieniła świat i większość spółek kolejowych zbankrutowała. Klondike miał prawdziwe złoto i większość poszukiwaczy wróciła z niczym. Ludzie, którzy przychodzą do nas po kruszec, mówią zwykle o horyzoncie liczonym w dekadach, a nagłówki, którymi się karmią po drodze, są dzienne. Trzy rzeczy, o które sam bym zapytał, zanim uwierzę w jakąkolwiek opowieść o technologii i metalach:
- zużycie, nie wzmianka — czy ten metal jest w danej technologii realnie zużywany, czy tylko pojawił się w artykule. Złoto w elektronice to niewielki wycinek popytu, srebro w przemyśle wycinek duży.
- czym to jest finansowane — boom oparty na długu podnosi koszt pieniądza dla wszystkich, także dla tych, którzy z tą technologią nie mają nic wspólnego.
- jaki horyzont — dziesięć lat czy dziesięć miesięcy. Większość sporów o technologię jest sporem o to, tylko rzadko kto mówi o tym wprost.
Co z tej rozmowy zostaje
Nie mam z tego wywiadu żadnej rekomendacji i nie będę jej formułował. Zostają trzy obserwacje o tym, jak działa mechanizm.
- Pierwsza faza każdej rewolucji jest przesadzona. Kolej, robotyka, sekurytyzacja, gorączka złota. Za każdym razem opowieść była prawdziwa i za każdym razem większość uczestników na niej nie wyszła.
- Ten boom dotyka rynku metali przez koszt kapitału. Serwerownie nie zużywają złota w skali, która cokolwiek zmienia. Zużywają za to pieniądze z tej samej puli, z której pożyczają rządy.
- Srebra i złota nie da się wrzucić do jednego worka. Srebro jest metalem przemysłowym i inwestycyjnym naraz, więc reaguje na dwa zestawy bodźców, które potrafią sobie przeczyć.
O autorze
Marek Bacławski — Prezes Zarządu IDFMETALE P.S.A., dealer kruszców zarejestrowany w NBP. Od kilkunastu lat prowadzi obrót złotem i srebrem inwestycyjnym w oddziałach w Katowicach, Warszawie i Krakowie.
O IDF Metale — kim jesteśmy →Najczęstsze pytania
Powiązane artykuły
Kup w IDF Metale
Ceny wg notowań spot, gwarancja odkupu, odbiór w Katowicach i Warszawie.




