IDF Metale
Zaloguj się
Strona głównaBlogCzterdzieści tysięcy rzymskich monet leżało 1700 lat w ziemi. Najciekawsze jest to, z czego je zrobiono
19 września 2026

Czterdzieści tysięcy rzymskich monet leżało 1700 lat w ziemi. Najciekawsze jest to, z czego je zrobiono

We wsi Senon w departamencie Moza rozbudowa domu skończyła się wykopaliskami. Archeolodzy z Inrap, francuskiego państwowego instytutu badań archeologicznych ratowniczych, przebadali około półtora tysiąca metrów kwadratowych dawnej dzielnicy mieszkalnej i natrafili na trzy ceramiczne naczynia zakopane pod podłogami trzech różnych domów. W dwóch z nich leżało łącznie ponad czterdzieści tysięcy rzymskich monet. Nagłówki w polskich mediach mówią o skarbie rzymskich monet. Im dłużej patrzę na to znalezisko, tym mniej pasuje mi to słowo.

Trzy garnki pod podłogami trzech domów

Naczynia zachowały się w różnym stanie. Dwa stały tam, gdzie je postawiono, i to one dały liczby, które obiegły świat: w jednym było około dwudziestu trzech do dwudziestu czterech tysięcy monet, w drugim osiemnaście do dziewiętnastu tysięcy. Trzecie ktoś opróżnił jeszcze w starożytności. Zostały w nim trzy sztuki. Monety pochodzą głównie z lat od około 280 do 310 naszej ery. Wśród nich są emisje władców Cesarstwa Galijskiego, czyli zachodniej części imperium, która na kilkanaście lat odłączyła się od Rzymu: Wiktoryna oraz Tetryka I i jego syna Tetryka II. Są też monety fałszywe i takie, które wybito z wizerunkiem cesarza Klaudiusza II już po jego śmierci. Inrap zapowiedział dwuletnie badania powykopaliskowe, które mają wyjaśnić, jak te trzy depozyty miały się do siebie.

Stos antycznych rzymskich monet z brązu pokrytych zieloną i brunatną patyną, na pierwszym planie moneta z profilem cesarza w koronie promienistej
Tak wygląda materiał, z którego składają się wielkie rzymskie depozyty z końca III wieku. Nie złoto i nie srebro, tylko brąz z resztką srebra na powierzchni.

Szczegół, który zdziwił archeologów

Zwykle taki depozyt tłumaczy się prosto: nadciągało zagrożenie, ktoś zakopał majątek i nie wrócił. W Senon ten schemat się nie sprawdza. Naczynia wstawiono w przygotowane zagłębienia i przykryto kamieniami, ale bardzo płytko, na poziomie ówczesnej podłogi. W dwóch przypadkach monety leżały również przy zewnętrznych ściankach naczyń, poza nimi. To sugeruje, że właściciele mieli do garnków stały dostęp i dokładali do nich kolejne sztuki. Archeolodzy skłaniają się więc ku hipotezie, że nie był to skarb ukryty w pośpiechu, tylko coś w rodzaju domowej skarbonki, zarządzanej na bieżąco przez lata. I to jest moment, w którym ta historia przestaje być ciekawostką archeologiczną, a zaczyna być opowieścią o oszczędzaniu.

Z czego te monety były zrobione

Wiktoryn i obaj Tetrykowie bili antoniniany. Antoninian to podstawowa moneta obiegowa tamtych dziesięcioleci, w założeniu srebrna i warta dwa denary — mniej więcej to, czym dla nas jest moneta o największym nominale, którą nosi się w portfelu. Jej historia jest dobrze udokumentowana i pouczająca. Antoniniana wprowadził Karakalla w 215 roku jako monetę wartą dwa denary. Problem w tym, że od pierwszego dnia ważyła mniej więcej tyle, co półtora denara. Różnicę zatrzymywał emitent. Potem zawartość srebra spadała dalej: z około połowy za Karakalli do mniej więcej jednej piątej w 258 roku za Waleriana, a na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych III wieku poniżej pięciu procent, miejscami do około dwóch. Od czasów Waleriana powierzchnię monet poddawano zabiegowi, który wzbogacał ją w srebro. Moneta wychodziła z mennicy biała i wyglądała jak srebrna. Warstewka była jednak cienka i ścierała się w obiegu, odsłaniając brąz. Badacze dawnych monet opisują antoniniany Tetryka wprost jako bite niestarannie, małe i o pospolitym wyglądzie. Czterdzieści tysięcy monet z Senon to zatem, licząc po dwa i pół grama na sztukę, jakieś sto kilogramów brązu.

Antoninian w pigułce

Antoninian to rzymska moneta obiegowa wprowadzona przez Karakallę w 215 roku naszej ery, wyceniona na dwa denary, lecz od początku zawierająca kruszec odpowiadający mniej więcej półtora denara. W ciągu stu lat zawartość srebra spadła w niej z około 50 procent do poniżej 5 procent, miejscami około 2 procent. Egzemplarz z końca III wieku waży około 2,5 grama i jest w praktyce monetą z brązu, pokrytą cienką, ścieralną warstwą wzbogaconą w srebro. To ta moneta wypełnia wielkie depozyty z tamtego okresu, w tym znalezisko ponad 40 tysięcy sztuk z Senon we Francji.

Dlatego było ich czterdzieści tysięcy

Liczba, która robi wrażenie w nagłówku, jest w rzeczywistości miarą tego, jak mało znaczyła pojedyncza moneta. Skarbonka rośnie do rozmiarów amfory wtedy, gdy jednostka, którą się do niej wrzuca, z roku na rok znaczy coraz mniej.

Państwo zareagowało na cenę, nie na monetę

W 301 roku, a więc dokładnie w okresie, z którego pochodzi depozyt z Senon, Dioklecjan wydał edykt o cenach maksymalnych. Ustalał górne stawki dla około tysiąca czterystu towarów i usług. Za przekroczenie groziła kara śmierci. Edykt nie zadziałał. Jeszcze przed końcem panowania Dioklecjana w 305 roku obchodzono go powszechnie i przestał być stosowany. Powód jest w gruncie rzeczy banalny: ceny rosły dlatego, że moneta traciła kruszec, a edykt zabraniał podnoszenia cen, nie przywracał kruszcu. Objawem był rosnący cennik, przyczyną ubywające z monety srebro; edykt zajął się wyłącznie objawem. Rodzina z Senon dokładała w tym czasie do garnka kolejne monety.

Antyczna złota moneta z profilem brodatej postaci, leżąca na ciemnoszarym tle, z zachowanym połyskiem metalu
Złoto nie tworzy patyny i nie koroduje. Antyczna moneta ze złota wychodzi z ziemi w stanie, w jakim do niej trafiła.

Co z tamtych czasów przetrwało jako pieniądz

Mniej więcej wtedy, gdy zamykała się historia depozytu z Senon, Konstantyn Wielki wprowadził solida. Bito go w liczbie siedemdziesięciu dwóch sztuk z rzymskiego funta, co daje około czterech i pół grama złota na monetę. Ta moneta utrzymała swoją zawartość kruszcu przez stulecia i jako bizantyjski nomisma była uznawanym środkiem płatniczym w handlu śródziemnomorskim znacznie dłużej, niż istniało samo Cesarstwo Zachodniorzymskie. Różnica między jedną a drugą monetą jest w pierwszej kolejności różnicą materiału. Antoninian z Senon to około dwóch i pół grama brązu, czyli stopu miedzi. Brąz jest metalem przemysłowym: kupuje się go i sprzedaje na kilogramy, w cenach porównywalnych z innym złomem kolorowym, a w ziemi pokrywa się patyną. Solid to około czterech i pół grama złota, metalu, który nie koroduje i wychodzi z ziemi taki, jaki do niej trafił.

Dlaczego nie nazwałbym tego skarbem

Skarb rzymskich monet brzmi jak coś, co czyni znalazcę bogatym. W tym wypadku tak nie jest i warto powiedzieć to wprost. Monety z Senon są cenne jako źródło historyczne. Opowiadają o gospodarce III wieku, o obiegu fałszywek, o tym, jak wyglądało domowe oszczędzanie w rzymskiej prowincji. Tej wartości nie da się przecenić i dlatego Inrap poświęca im dwa lata badań. Nie jest to jednak wartość materiału, z którego je wykonano. Rozróżnienie między tymi dwiema wartościami przewija się przez całą tę historię. Wartość surowcowa zależy od tego, ile i jakiego metalu jest w przedmiocie, i nie wymaga niczyjej zgody. Wartość historyczna albo kolekcjonerska zależy od tego, czy ktoś dziś uznaje dany przedmiot za ciekawy, i bywa znacznie wyższa albo znacznie niższa od surowcowej. Antoniniany Tetryka przetrwały 1700 lat z drugą z nich, bo pierwszej w zasadzie nie miały już w momencie wybicia.

Czterdzieści tysięcy identycznych monet to kłopot także dla kolekcjonera

Antoniniany Tetryka należą dziś do najtańszych autentycznych monet rzymskich, jakie da się kupić. Pospolity egzemplarz kosztuje na rynku kolekcjonerskim od kilkunastu do kilkudziesięciu euro; wyraźnie drożej wyceniane są tylko sztuki rzadkie albo wyjątkowo dobrze zachowane. Powód jest prozaiczny: przetrwały ich miliony. Depozyt z Senon dokłada do tej puli kolejne czterdzieści tysięcy sztuk, niemal nie do odróżnienia jedna od drugiej. I tu jest rzecz, którą łatwo przeoczyć. Cały zespół z Senon ma ogromną wartość naukową właśnie dlatego, że jest zespołem: z kontekstem, z miejscem, z trzema naczyniami stojącymi pod podłogami trzech konkretnych domów. Pojedynczy krążek wyjęty z tego zespołu traci prawie wszystko, co czyniło go interesującym, i zostaje z ceną kilkunastu euro. Wartość kruszcu zachowuje się odwrotnie. Nie zależy od tego, ile podobnych przedmiotów przetrwało ani czy ktoś je uzna za ciekawe. Gram złota to gram złota niezależnie od tego, czy jest jedyny, czy jest ich w obiegu tona.

Dlaczego nie płacę za historię

Robię to zawodowo od lat i mam na tę różnicę prostą regułę, którą powtarzam przy każdej wycenie: płacę za metal, który w przedmiocie realnie jest, a nie za to, ile ten przedmiot ma lat ani co przeżył. Najlepiej tłumaczy to pewna rozmowa. Przyszedł do nas człowiek ze starymi monetami. Kupił je kiedyś drogo i był przekonany, że ma w ręku majątek. Możliwe, że miał rację — taką cenę da się czasem uzyskać na Allegro albo u kolekcjonera, jeśli trafi się na właściwego kupca we właściwym momencie. Powiedzieliśmy mu to wprost i równie wprost powiedzieliśmy drugą rzecz: my płacimy za metal, a wartości kolekcjonerskiej nie jesteśmy w stanie wypłacić. Nie dlatego, że jej nie widzimy. Dlatego, że to nie jest nasz rynek. Odesłaliśmy go do numizmatyka. Po jakimś czasie wrócił i odkupiliśmy te monety po rynkowej cenie metalu, który w nich był. Nie opowiadam tego jako historii o naiwnym kliencie, bo on się nie pomylił co do wartości. Pomylił się co do tego, jak łatwo ją dostać. Wartość kolekcjonerska jest prawdziwa i bywa wielokrotnie wyższa od wartości kruszcu, ale żeby ją zrealizować, trzeba znaleźć konkretnego człowieka, który akurat chce akurat ten egzemplarz, akurat teraz i akurat za tę cenę. Czasem znajduje się w tydzień, czasem nie znajduje się wcale, a szukanie jest pracą, której nikt nie wykona za właściciela. Cena metalu zachowuje się inaczej. Na produkt wyceniany masą i próbą kupiec jest zawsze. Nie trzeba nikogo szukać, nie trzeba czekać na właściwego zbieracza, nie trzeba liczyć na modę. To nie jest różnica w wysokości ceny, tylko w tym, czy cenę w ogóle da się zrealizować. Depozyt z Senon jest tego skrajną ilustracją. Te monety mają wartość — muzealną i naukową, niepodważalną. Tylko że żeby zamienić na pieniądze czterdzieści tysięcy niemal identycznych krążków, trzeba by znaleźć czterdzieści tysięcy chętnych na niemal identyczny przedmiot. Przy złocie to pytanie w ogóle nie powstaje.

Gdyby taki skarb wykopano w Polsce

Pytanie wraca przy każdym takim znalezisku, więc odpowiadam, bo polskie przepisy są tu jednoznaczne i różnią się od wyobrażeń. Zabytki archeologiczne odkryte, przypadkowo znalezione albo pozyskane podczas badań są własnością Skarbu Państwa. Mówi to wprost art. 35 ustawy z 23 lipca 2003 roku o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami. Znalazca nie staje się właścicielem, nawet jeśli wykopał je na swojej działce przy rozbudowie domu, czyli dokładnie w scenariuszu z Senon. Obowiązki znalazcy określa art. 33:

  • zabezpieczyć znaleziony przedmiot dostępnymi środkami i oznakować miejsce znalezienia
  • niezwłocznie zawiadomić wojewódzkiego konserwatora zabytków, a jeśli to niemożliwe - wójta, burmistrza lub prezydenta miasta
  • konserwator ma trzy dni od przyjęcia zawiadomienia na oględziny przedmiotu i miejsca, a w razie potrzeby zarządza badania archeologiczne

Nagroda zamiast własności

Osobie, która dopełniła tych obowiązków, przysługuje nagroda: pieniężna, jeśli zabytek ma szczególną wartość historyczną, artystyczną lub naukową, a w pozostałych przypadkach dyplom. Wynika to z art. 34 tej samej ustawy. Zasady amatorskich poszukiwań z wykrywaczem metali to osobny temat i w ostatnich latach zmieniały się kilkakrotnie, z przesuwanymi terminami wejścia w życie. Jeśli ktoś planuje takie poszukiwania, powinien sprawdzić stan przepisów na bieżąco, a nie opierać się na artykule sprzed kilku lat. Obowiązki z art. 33 i własność z art. 35 pozostają natomiast niezmienne od 2003 roku.

Powiązane teksty

Wątek trwałości pieniądza i tego, co odróżnia monetę od kruszcu w monecie, ciągnie się przez kilka tekstów na tym blogu.

Monety, wiekowy wynalazek o niezmiennej wartości

Dalej na ten temat

Jeśli interesuje cię, jak zachowywała się wartość złota w dłuższych odcinkach czasu, albo czym różni się złoto inwestycyjne od kolekcjonerskiego, te dwa teksty rozwijają wątek.

  • Wartość złota na przestrzeni lat i dziś - /blog/wartosc-zlota-na-przestrzeni-lat-i-dzis
  • Jakie są różnice między złotem inwestycyjnym a kolekcjonerskim - /blog/jakie-sa-roznice-miedzy-zlotem-inwestycyjnym-a-kolekcjonerskim
  • Z czego są monety - /blog/z-czego-sa-monety
  • Dodruk pieniądza w Polsce - /blog/dodruk-pieniadza-w-polsce

Najczęstsze pytania

Ile monet znaleziono w Senon i z jakiego są okresu?
W trzech ceramicznych naczyniach zakopanych pod podłogami trzech domów było łącznie ponad czterdzieści tysięcy monet: około 23-24 tysiące w jednym naczyniu, 18-19 tysięcy w drugim i zaledwie trzy w trzecim, opróżnionym jeszcze w starożytności. Monety pochodzą głównie z lat od około 280 do 310 naszej ery.
Czy rzymskie monety z Senon są ze złota lub srebra?
Nie. To antoniniany z okresu Cesarstwa Galijskiego, bite za Wiktoryna oraz Tetryka I i Tetryka II. Na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych III wieku zawartość srebra w tej monecie spadła poniżej pięciu procent, miejscami do około dwóch. Jest to więc w praktyce brąz, pokryty cienką warstwą wzbogaconą w srebro, która ścierała się w obiegu.
Co zdziwiło archeologów w tym znalezisku?
To, że nie wygląda na skarb ukryty w panice przed zagrożeniem. Naczynia stały bardzo płytko, na poziomie ówczesnej podłogi, a monety znajdowano także przy ich zewnętrznych ściankach. Wskazuje to na stały dostęp i dokładanie kolejnych monet przez lata, czyli na domową skarbonkę, a nie na jednorazowy depozyt.
Ile jest dziś wart skarb czterdziestu tysięcy rzymskich monet?
Jego wartość jest historyczna i naukowa, nie surowcowa. Czterdzieści tysięcy antoninianów po około dwa i pół grama to mniej więcej sto kilogramów brązu, czyli stopu miedzi. Na rynku kolekcjonerskim pospolity antoninian Tetryka kosztuje od kilkunastu do kilkudziesięciu euro, bo monet tego typu przetrwały miliony. Największą wartość ma tu cały zespół wraz z kontekstem znalezienia, a nie pojedyncza moneta.
Do kogo należy skarb znaleziony w Polsce?
Do Skarbu Państwa. Art. 35 ustawy z 23 lipca 2003 roku o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami stanowi, że zabytki archeologiczne odkryte, przypadkowo znalezione albo pozyskane w wyniku badań archeologicznych są własnością Skarbu Państwa. Znalazcy, który dopełnił obowiązków z art. 33, przysługuje nagroda pieniężna albo dyplom.
Czy skup metali szlachetnych płaci za wartość kolekcjonerską monety?
W wycenie opartej na kruszcu liczy się masa i próba metalu, a nie wiek ani historia przedmiotu. Wartość kolekcjonerska jest realna i bywa wielokrotnie wyższa od wartości metalu, ale żeby ją uzyskać, trzeba znaleźć kolekcjonera zainteresowanego konkretnym egzemplarzem, co wymaga czasu i nie jest pewne. Różnica między jedną a drugą wartością dotyczy więc przede wszystkim płynności: cena metalu jest osiągalna zawsze, cena kolekcjonerska tylko wtedy, gdy znajdzie się nabywca.

Powiązane artykuły

Sterta starych, zużytych monet z różnych krajów i epokNajrzadsze monety polskie, które osiągają najwyższe cenyAlbum numizmatyczny z monetami w kieszonkach4 talary gdańskie, monety z Lechem Wałęsą i SolidarnośćZłote monety bulionowe sfotografowane z bliskaTalar koronny Jana III Sobieskiego i talary polski królewskiej!Złote monety bulionowe sfotografowane z bliskaTalary pruskie, czyli ile może kosztować talar koronacyjny z 1861 roku

Kup w IDF Metale

Ceny wg notowań spot, gwarancja odkupu, odbiór w Katowicach, Warszawie i Krakowie.

Złote monety bulionoweZłote monety 1 uncjaSrebrne monety bulionowe
← Wróć do blogaDodaj nas jako preferowane źródło w wyszukiwarce Google (otwiera stronę Google)
4,8
Opinie
w Google
225 opinii